Dawniej

Mój dawny Sanok to wielkie tajemnice.

Chociaż znamy oficjalny wiek jego miejskiego żywota (a to już – bagatela – 670 lat!), choć po wielokroć przywoływano o niemal dwa stulecia wcześniejszą wzmiankę o jego istnieniu, dopiero niedawno powzięliśmy przypuszczenie graniczące z pewnością, iż to jeszcze nie koniec odkryć związanych z prapoczątkami sanockiego grodu. Na razie źródła wiedzy spoczywają w cieniu wzgórza mitycznego Horodyszcza, ale wierzę, że jeszcze wszystko przed nami. A niejedna to przecież tutejsza zagadka dotycząca dawnych dziejów. Bo dlaczego zwiemy nasz zamek siedzibą królowej Bony, skoro brak potwierdzenia, by pojawiła się ona osobiście na włościach sanockich? Czy barwnie opisany przez wielkiego kronikarza Długosza fenomen meteorologiczny podczas ślubu króla Jagiełły z Elżbietą Granowską rzeczywiście miał miejsce? Jakie okoliczności towarzyszyły kolejnym groźnym pożarom, które trawiły Sanok za Rzeczypospolitej Szlacheckiej, doprowadzając go do nędzy i ruiny, i to zanim jeszcze nastała długa noc rozbiorów? Czemu nie kontynuowano tradycji leczniczych Ziemi Sanockiej, jakże świetnie prosperujących chociażby w przedwojennej branży sanatoryjnej? Co zadecydowało, że po wyzwoleniu Sanok tak bardzo nasiąkł nową ideologią, iż nawet teraz, wiele lat po transformacji ustrojowej, zwolennicy starego ustroju komunistycznego lub ich spadkobiercy wciąż mają się dobrze, a nierzadko nadal „trzymają władzę”?

 

Mój Sanok historyczny to wiele powodów do dumy

Od początku dbano w Mieście o jego rozwój i lepsze życie. Szybko stał się Sanok ważnym ośrodkiem, stolicą Ziemi Sanockiej. To tu już ponad sześć wieków temu ufundowano szpital dla ubogich. Tu, z woli władców i przy staraniach wpływowych obywateli, wznoszono kolejne ważne budynki miejskie. Tu podejmowano najważniejsze osoby w dawnym państwie polskim. Dzięki temu szybko doczekał się Sanok szkół, kościołów, ale i wodociągów. Dzięki temu otrzymał też liczne przywileje, jak na gród królewski przystało. Nie dziwi, że z rozmachem iście monarszym rozwijała się później firma Beksińskiego i Lipińskiego, od skromnej, iście pozytywistycznej produkcji kotłów prowadząc – w prostej linii – aż po nowoczesne pojazdy w ostatnich kilku dekadach. Warto pamiętać, że wiekowi miejskiemu Sanoka równa się niemalże wiek klasztoru Franciszkanów – zakonników, którzy od czasu sprowadzenia do miasta aż po chwilę obecną nierozerwalnie kojarzą się z radościami i ważnymi datami w życiu sanoczan. To oni, pospołu z członkami imponującej liczby towarzystw miejskich, krzewili kulturę, naukę i patriotyzm. Rolę nie do przecenienia odegrało w chlubnej przeszłości Miasta także nasze ponad 130-letnie Gimnazjum. Już tylko lista jego światłych absolwentów może przyprawić o zawrót głowy. Zaiste, bez fałszywej zarozumiałości można powiedzieć, iż Sanok to swoiste genius loci.

 

Mój stary Sanok to bolesne doświadczenia.

Liczne pożary, które – owszem – nie oszczędzały chyba w dawnych wiekach żadnej zwartej zabudowy miejskiej w Polsce, nękały Sanok regularnie i tak długo, aż skutecznie pozbawiły go dawnej świetności. Z drugiej strony, etapy życia sanoczan znaczyły wielokrotnie liczne powodzie; jakby nie dość tego, San – krnąbrna rzeka z charakterem – potrafił zmienić swoje koryto wedle własnych upodobań, a nie woli mieszkańców. Najazdy wojsk ościennych władców, tak oficjalnych jak i samozwańczych; nękające społeczność lokalną epidemie; bolesne – jak w wielu miejscach Europy – losy polskich obywateli żydowskiego pochodzenia, regionalne potyczki i wielkie konflikty wojenne o skali światowej – niczego naszemu Miastu nie oszczędzono. Tragedia o wymiarze historycznym osiągnęła swoje apogeum pewnego upalnego sierpnia, kiedy to dwukrotnie Sanok przechodził z rąk niemieckich pod władanie sowieckie.

 

Mój Sanok z przeszłości to imponująca lista obecności.

Wielkie i znane postacie odgrywały znaczenie w historii Miasta na równi z sanoczanami. Nie trzeba koniecznie podpierać się najznamienitszymi nazwiskami królewskimi, książęcymi i magnackimi, by pisać o rozwoju Sanoka na przestrzeni poprzednich wieków. Obok możnowładców byli to mądrzy włodarze miejscowi: kasztelani, starostowie, proboszczowie, ale też – im bliżej naszych czasów – przedsiębiorcy, którzy przy okazji rozwijania własnych firm dali szansę rozwoju całemu Miastu. Bo przecież o pomyślności mieszkańców decydowali nie tylko politycy i przedstawiciele lokalnej władzy. Swoją aktywną obecność zaznaczyły tu niezawodne pokolenia inteligenckie: zastępy lekarzy, nauczycieli, inżynierów, naukowców, architektów, artystów. Wielu z nich wyruszyło z rodzinnych domów, by poszerzać swoją wiedzę, rozwijać talenty i propagować dobre imię Sanok w świecie. To dzięki nim wszystkim nasze Miasto zostało utrwalone w niezliczonych rękopisach i drukach, na płótnach i rzeźbach. To te imiona – a wśród nich poczesne miejsce zajmie już na zawsze Grzegorz z Sanoka – po dziś dzień kojarzyć się będą jednoznacznie – i jak najlepiej – z naszym grodem.

 

Mój Sanok z kart historii to kalejdoskop ciekawostek i osobliwości.

Spójrzmy choćby na trójpolowy herb miejski – jakże oryginalny i wielowątkowy! Przywołajmy nadany niegdyś status Miasta Wolnego i Miasta Królewskiego zarazem; status, który po dziś dzień Sanok utrzymał. Rzadko to spotykana właściwość. Albo przypomnijmy sobie Miasto podzielone pomiędzy dwa totalitarne mocarstwa, z rzeką wpasowującą się w polityczną linię wyznaczoną przez Mołotowa i Ribbentropa. Prześledźmy drogę, jaką czeski pisarz Hašek kazał przebyć niejakiemu wojakowi Szwejkowi, by ten dotarł w końcu nie tylko na tutejszy galicyjski dworzec, ale i zamieszkał na parę dni w samym centrum C.K. Sanoka. Zastanówmy się, jak dobrze przez długie lata współistnieli i współpracowali ze sobą sanoczanie reprezentujący różne grup narodowe i religijne. Podkreślmy znaczenie tego Miasta, które – choć pozornie wciąż na uboczu – stanowiło jednak ważny etap podróży na europejskim szlaku wiodącym z Zachodu na Wschód i z powrotem. Sanok to wciąż swojska „tutejszość”, określona zachwycającym i oryginalnym nazewnictwem, przekazywanym przez kolejne pokolenia. Określenia pewnych miejsc: Kiczury, Aptekarka, Biała Góra, Okopisko, Błonie – to językowy dowód ciągłości kulturowej, przechowywanej tożsamości naszej „małej ojczyzny”. Regionalizmy, zwroty, nawet tylko pojedyncze, typowo sanockie słowa, po „naszemu” wymawiane, stanowiły od wieków o odrębności i oryginalności Sanoka. Dobrze, że tak wiele z tego dziedzictwa pozostało do dziś. To dlatego mogę powiedzieć, że mój stary Sanok jest wciąż żywy.