Dzisiaj

Mój obecny Sanok wprawia mnie w zachwyt.

Trudno oprzeć się malowniczości położenia naszego Miasta i przekonaniu, jest ono pod tym względem naprawdę jedyne w swoim rodzaju. Lasy porastają otaczające nasze okolice Góry Słonne – pasmo, które zamyka Sanok w urokliwej kotlinie. Jakby chcąc wzmocnić ten naturalny efekt, najstarsza część naszego grodu, dzisiejsze śródmieście, nie opuszcza od wieków warownego wzgórza.

Takie właśnie pozostaje nasze Miasto w świadomości mieszkańców i w pamięci przybyszów: żeby gdziekolwiek dojść, trzeba mozolnie wspinać się lub opuszczać wzdłuż stromych uliczek. A zejście będzie zawsze jak przekroczenie granic: z jednej strony wkroczymy w przemysłowy kwartał Posady, z innej – w rustykalny krajobraz Dąbrówki, a jeszcze gdzie indziej dojdziemy, Wójtostwem albo Błoniami, do serpentyny Sanu, którego przełomy stanowią perłę w koronie Królewskiego Wolnego Miasta.

Nie dość tych atrakcji: w samym centrum wyrasta imponująca Góra Parkowa, na której szczycie społeczność sanocka usypała kopiec ku czci Adama Mickiewicza. Kiedy wdrapiemy się na sam wierzchołek, otrzymamy zasłużoną nagrodę: piękną panoramę dalekich okolic, stanowiących główną część Ziemi Sanockiej. Znakomicie koresponduje to z widokiem, jaki będzie miał turysta wędrujący po pobliskich szlakach i spoglądający z pewnej odległości na wyniosłą sylwetkę Sanoka. Trudno o bardziej widowiskowy dialog…

 

Mój dzisiejszy Sanok wywołuje we mnie dumę.

Dumę z marki, jaką przez lata wyrobiło sobie Miasto wyjątkowymi znakami firmowymi: autobusami i naczepami, produktami przemysłu gumowego, a ostatnio także różnorodną ofertą wielu małych i średnich firm, które podbiły rynki krajowe, a teraz wspinają się na wyżyny europejskiej jakości.

Ale przecież znak firmowy nie wiąże się tylko z przemysłowymi – dawnymi i obecnymi – dokonaniami. Coraz większym powodem do dumy staje się sanocka branża turystyczna. Z satysfakcją obserwuję rozwój bazy hotelarskiej i gastronomicznej, której powodzenie zależy w dużej mierze od wzrastającej z roku na rok liczby gości. A tych przyciągają do Miasta zwłaszcza dwie placówki muzealne, z ich unikatowymi zbiorami ikon, wyjątkową twórczością Zdzisława Beksińskiego oraz obiektami-arcydziełami dawnej architektury regionu.
Dopełnieniem będzie tu stare śródmieście z jego sielankowym rynkiem, zabytkowymi budowlami – w tym sakralnymi – i przytulną zabudową sąsiednich uliczek.

 

Mój Sanok teraźniejszy dostarcza mi wielu przyjemności i wzruszeń.

Wysoką kulturę nasze Miasto tworzy już od lat. Przeglądając roczny kalendarz imprez, trudno uwierzyć, że wszystkie one mogą znaleźć swoje miejsce we względnie niewielkim grodzie. Jeszcze większe zadziwienie wywoła u niejednego gościa stwierdzenie – oczywistego dla nas – faktu, że są to przedsięwzięcia cieszące się nie tylko estymą artystów i krytyków, ale i ogromnym zainteresowaniem publiczności lokalnej.

I nic dziwnego. Festiwal operowy, akordeonowy, gitarowy i pianistyczny, jarmarki ikon, rekonstrukcje historyczne, przeglądy filmowe, święto książki – wszystko to może przyprawić o zawrót głowy. A obok nich pozostaje przecież jeszcze równie bogata działalność bieżąca – oferta codzienna wielu placówek popularyzujących działania kulturalne i twórczość artystyczną.

Wzruszenia – prawda, że czasem bardziej oparte na sentymentalnych wspomnieniach, niż na aktualnych sytuacjach w tabelach wyników – wiążą się również ze sportem. Hokej i łyżwiarstwo, piłka nożna i siatkowa, ciężary, tenis ziemny i stołowy… Można wymieniać kolejne dyscypliny, bo niemal w każdej z nich reprezentanci naszych klubów i Miasta mieli swój ważny, często chwalebny udział.

A skoro o przyjemności mowa… Wystarczy sięgnąć wzrokiem poza obręb Miasta: wokół, jak rzadko gdzie – prawie na wyciągnięcie ręki – odnajdziemy mnóstwo naturalnych terenów rekreacyjnych i szlaków. Zresztą dla sanoczan już samo przejście na drugą stronę rzeki, w kierunku Białej Góry, stanowi stały i ulubiony element rekreacji.

 

Problemy mojego współczesnego Sanoka nie są mi obce.

Radość, duma, satysfakcja, zachwyt – to wszystko nie przesłania mi niedogodności życia codziennego pojedynczych mieszkańców, jak i wielu bolączek większych grup społecznych i zawodowych.

Współcześnie sanoczanie wielokrotnie zadają sobie pytania, które wcale nie mają charakteru retorycznego. Czy musiał tak bardzo podupaść rodzimy przemysł motoryzacyjny? Dlaczego młodzi są zmuszeni opuszczać Miasto i szukać zatrudnienia gdzie indziej, nierzadko daleko poza granicami – nie tylko regionu, ale i kraju? Jak usuwać przeszkody w funkcjonowaniu lokalnego małego biznesu? Które inwestycje są kluczowe dla przyszłości Sanoka i w jakiej kolejności powinny być realizowane? Kto jest w stanie skutecznie rozwiązać trudności komunikacyjne w centrum Miasta? Gdzie jeszcze tkwią rezerwy i potencjał do wykorzystania w rozwoju Sanoka?
Stawiając przed sobą te i inne kwestie mam świadomość, jak wiele jeszcze trzeba zrobić, by każdy z nas zechciał w pełni utożsamić się ze swoją Małą Ojczyzną.

Dlatego jestem przekonany, że mój Sanok z pierwszych stron gazet wciąż jeszcze pozostaje wielką kartą do zapisania.

Potrzebna jest tylko wizja. Nie idealistyczna, lecz możliwa do zrealizowania. Proszę pozwolić, że zechcę się nią z Państwem podzielić.